Drżąca dłoń Z zaciskała się na nadgarstku
Y w zupełnie nieodpowiednim miejscu. Nie wyczuwając silnego pulsu, kobieta
zdawała się wpadać w całkowitą histerię. Jej głośny oddech odbijał się wokół
echem.
Carter wiedział, że w momencie,
gdy Fersen umrze Zaska straci wszelkie opanowanie.
- On żyje – jego niepewny głos
błyskawicznie dotarł do jej uszu. Załzawionymi oczami zerknęła w jego stronę.
Jej usta zamarły na wpół otwarte, jakby szukała odpowiednich słów.
- Źle szukasz pulsu. Pokażę ci
– Carter natychmiast odzyskał pewność siebie, widząc w Zascę tylko zakochaną
kobietę. Z rozmachem zrobił pierwszy krok do przodu.
Kobieta na moment zamarła, a w
jej oczach odbiło się przerażenie.
- Nie! – krzyknęła, natychmiast
cofając się do tyłu. Twarz Zaski stanowiła idealne odzwierciedlenie jej strachu.
Carter w spokojnym ruchu uniósł ręce przed siebie. Kobieta wciąż drżała,
mocniej przyciskając swoje plecy do ściany.
- Proszę nie podchodź –
powtórzyła ciszej.
Mężczyzna jedynie odetchnął
spokojnie.
Zaska była po prostu
oszołomiona. Jeśli udałoby mu się ją uspokoić, sytuacja mogłaby się obejść bez
użycia siły.
- Nie chcę ci zrobić krzywdy –
oznajmił cichym, silącym się na spokój tonem.
Wydawało mu się, że usłyszał
ciche łkanie. Carter starannie
kontrolował swoje ruchy. W tamtym momencie Z w jego oczach upodobniła się do
skrzywdzonej ptaszyny.
- Ten człowiek próbował
skrzywdzić moją przyjaciółkę. Chciał ją udusić. Musieliśmy go powstrzymać –
jego spokojny ton rozbrzmiewał coraz głośniej, gdy z czasem nabierał pewności.
Kobieta powoli osuwała się na
ziemię, a jej zwieszony wzrok utkwił w zaciśniętych powiekach Fersena.
- On nigdy by czegoś takiego
nie zrobił – cichnący głos Zaski ledwie dotarł do uszu Cartera
Mężczyzna powoli wykonał krok
naprzód.
- Nie wiedział co robi. Jest
chory – urwał na moment, aby wziąć głębszy wdech - Ty też.
Carter był w stanie usłyszeć
równomierne oddechy Z. Kobieta sprawiała wrażenie, jakby przez moment skupiała
się tylko na fali powietrza w jej płucach. On znał to uczucie. Robił dokładnie
to samo, gdy za wszelką cenę starał się odpędzić niechciane myśli.
To nigdy nie pomagało.
- Pokaż mi jak mu pomóc –
oznajmiła wraz z kolejnym wdechem.
Na twarzy Cartera zakwitł
mimowolny uśmiech.
Yasmin wpatrywała się w kabinę
z Q.
Od dłuższego czasu czuła się
naprawdę okropnie. Nie chodziło jedynie o strużki potu, które moczyły jej
starannie dobrany strój. Prawie nie przeszkadzał jej pulsujący ból w czaszce.
Starała się po prostu odpędził
wszystkie myśli od Zaski, wokół której jak zwykle kręciło wszystko.
Zaska Vani zawsze była w
centrum uwagi, ale nigdy wcześniej nie dołowało to tak jak teraz. Yasmin z
zaskoczeniem stwierdziła, że jej nieudolny braciszek nareszcie do czegoś się
przydał. Gwiazda świata mody zachowywała się jak pierwszorzędna zakochana
nastolatka. Wszystko to byłoby dużo przyjemniejszym widokiem, gdyby nie wyraz
twarzy Flesa.
Choć wzrok Yasmin tylko na
moment zabłądził w jego stronę, wciąż miała przed oczami jego przepełnione
bólem spojrzenie.
Carter bawił się w bohatera i
ona nie miałaby nic przeciwko temu, gdyby Demis Zu właśnie nie otworzył oczu.
Jeszcze za czasów, gdy była w
Strefie, nie zżyli się najlepiej. Jednak Yasmin mimo wszystko go lubiła. On
jedyny sprostał rozwiązaniu zagadki tego wielkiego absurdu, podczas gdy inni
byli zbyt zajęci zabijaniem się nawzajem.
Przebudzenie powinien
potraktować jako swój osobisty sukces. Normalni ludzie, który właśnie spełniają
swoje pragnienia raczej nie mają napadów agresji.
Co prawda Demis Zu nie zaliczał się do "normalnych ludzi" , a Yasmin niewiele wiedziała o osobnikach tego rodzaju. Tym, co ją
naprawdę kierowało, choć nie chciała się do tego przyznać, nie była chęć
niesienia pomocy, a bardziej oderwanie swoich myśli od Zaski Vani.
Z rozmachem wstała, ignorując
obolałe mięśnie. Przez moment przed oczami stanęły jej mroczki, ale kilka
głębokich oddechów szybko przywróciło jej wzrok.
Zmyślnym ruchem ściągnęła jeden
z jej ekstrawaganckich i piekielnie drogich obcasów. Po wykonaniu kilku,
chwiejnych kroków stanęła tuż przed kruchą szybką komory Q.
Fles zwrócił na nią uwagę w
ostatnim momencie. Do jej uszu dotarł jego przerażony krzyk dokładnie w chwili,
gdy szkło pękało na setki drobnych kawałeczków.
Q otworzył szerzej oczy i
uśmiechnął się szeroko.
- Nareszcie.