3 - PRZEPAŚĆ

Drżąca dłoń Z zaciskała się na nadgarstku Y w zupełnie nieodpowiednim miejscu. Nie wyczuwając silnego pulsu, kobieta zdawała się wpadać w całkowitą histerię. Jej głośny oddech odbijał się wokół echem.
Carter wiedział, że w momencie, gdy Fersen umrze Zaska straci wszelkie opanowanie.
- On żyje – jego niepewny głos błyskawicznie dotarł do jej uszu. Załzawionymi oczami zerknęła w jego stronę. Jej usta zamarły na wpół otwarte, jakby szukała odpowiednich słów.
- Źle szukasz pulsu. Pokażę ci – Carter natychmiast odzyskał pewność siebie, widząc w Zascę tylko zakochaną kobietę. Z rozmachem zrobił pierwszy krok do przodu.
Kobieta na moment zamarła, a w jej oczach odbiło się przerażenie.
- Nie! – krzyknęła, natychmiast cofając się do tyłu. Twarz Zaski stanowiła idealne odzwierciedlenie jej strachu. Carter w spokojnym ruchu uniósł ręce przed siebie. Kobieta wciąż drżała, mocniej przyciskając swoje plecy do ściany.
- Proszę nie podchodź – powtórzyła ciszej.
Mężczyzna jedynie odetchnął spokojnie.
Zaska była po prostu oszołomiona. Jeśli udałoby mu się ją uspokoić, sytuacja mogłaby się obejść bez użycia siły.
- Nie chcę ci zrobić krzywdy – oznajmił cichym, silącym się na spokój tonem.
Wydawało mu się, że usłyszał ciche łkanie.  Carter starannie kontrolował swoje ruchy. W tamtym momencie Z w jego oczach upodobniła się do skrzywdzonej ptaszyny.
- Ten człowiek próbował skrzywdzić moją przyjaciółkę. Chciał ją udusić. Musieliśmy go powstrzymać – jego spokojny ton rozbrzmiewał coraz głośniej, gdy z czasem nabierał pewności.
Kobieta powoli osuwała się na ziemię, a jej zwieszony wzrok utkwił w zaciśniętych powiekach Fersena.
- On nigdy by czegoś takiego nie zrobił – cichnący głos Zaski ledwie dotarł do uszu Cartera
Mężczyzna powoli wykonał krok naprzód.
- Nie wiedział co robi. Jest chory – urwał na moment, aby wziąć głębszy wdech - Ty też.
Carter był w stanie usłyszeć równomierne oddechy Z. Kobieta sprawiała wrażenie, jakby przez moment skupiała się tylko na fali powietrza w jej płucach. On znał to uczucie. Robił dokładnie to samo, gdy za wszelką cenę starał się odpędzić niechciane myśli.
To nigdy nie pomagało.
- Pokaż mi jak mu pomóc – oznajmiła wraz z kolejnym wdechem.
Na twarzy Cartera zakwitł mimowolny uśmiech.

Yasmin wpatrywała się w kabinę z Q.
Od dłuższego czasu czuła się naprawdę okropnie. Nie chodziło jedynie o strużki potu, które moczyły jej starannie dobrany strój. Prawie nie przeszkadzał jej pulsujący ból w czaszce.
Starała się po prostu odpędził wszystkie myśli od Zaski, wokół której jak zwykle kręciło wszystko.
Zaska Vani zawsze była w centrum uwagi, ale nigdy wcześniej nie dołowało to tak jak teraz. Yasmin z zaskoczeniem stwierdziła, że jej nieudolny braciszek nareszcie do czegoś się przydał. Gwiazda świata mody zachowywała się jak pierwszorzędna zakochana nastolatka. Wszystko to byłoby dużo przyjemniejszym widokiem, gdyby nie wyraz twarzy Flesa.
Choć wzrok Yasmin tylko na moment zabłądził w jego stronę, wciąż miała przed oczami jego przepełnione bólem spojrzenie.
Carter bawił się w bohatera i ona nie miałaby nic przeciwko temu, gdyby Demis Zu właśnie nie otworzył oczu.
Jeszcze za czasów, gdy była w Strefie, nie zżyli się najlepiej. Jednak Yasmin mimo wszystko go lubiła. On jedyny sprostał rozwiązaniu zagadki tego wielkiego absurdu, podczas gdy inni byli zbyt zajęci zabijaniem się nawzajem.
Przebudzenie powinien potraktować jako swój osobisty sukces. Normalni ludzie, który właśnie spełniają swoje pragnienia raczej nie mają napadów agresji.
Co prawda Demis Zu  nie zaliczał się do "normalnych ludzi" , a Yasmin niewiele wiedziała o osobnikach tego rodzaju. Tym, co ją naprawdę kierowało, choć nie chciała się do tego przyznać, nie była chęć niesienia pomocy, a bardziej oderwanie swoich myśli od Zaski Vani.
Z rozmachem wstała, ignorując obolałe mięśnie. Przez moment przed oczami stanęły jej mroczki, ale kilka głębokich oddechów szybko przywróciło jej wzrok.
Zmyślnym ruchem ściągnęła jeden z jej ekstrawaganckich i piekielnie drogich obcasów. Po wykonaniu kilku, chwiejnych kroków stanęła tuż przed kruchą szybką komory Q.
Fles zwrócił na nią uwagę w ostatnim momencie. Do jej uszu dotarł jego przerażony krzyk dokładnie w chwili, gdy szkło pękało na setki drobnych kawałeczków.
Q otworzył szerzej oczy i uśmiechnął się szeroko.

- Nareszcie. 

2 - SPADAMY

Anomalia Y i Yasmin byli nieprzytomni od dwunastu minut. Fles próbował otrząsnąć się z szoku. Carter wiedział, że usunął połączenia Anomalii ze Sferą, co oznacza, że za jakiś czas zaczną się wybudzać.
W normalnej sytuacji byliby przygotowani. Urządzenia wskazałyby im dokładną datę i godzinę, a ostateczności dioda odpowiedzialna za życie każdego z nich zapaliłaby się odpowiednio wcześniej.
Biorąc pod uwagę to, że byli całkowicie odcięci od prądu, Carter mógł spokojnie powiedzieć, że to nie była normalna sytuacja.
Jedynym ostrzeżeniem pozostawały same Anomalie.
Szybko podszedł do swojego brata i wbił uważne spojrzenie w jego uśpioną twarz. Twarz anioła, którym zdecydowanie nie był.
Demis Zu miał to do siebie, że zdarzało mu się być diabłem.
Mówili o nim „geniusz”, gdy z pieniędzy Cartera założył firmę
Samowystarczalny, odpowiedzialny – przynajmniej zanim nie wdał się w narkotyki
Jedno pozostało niezmienne. Był genialny. Nawet pod wpływem litrów alkoholu i wszystkich możliwych umilaczy zadziwiał każdego swoim geniuszem.
Carter stał się dla niego tylko jednym z bandy idiotów, a jemu to pasowało – przynajmniej do czasu incydentu z Iro.
Ciche stęknięcie Flesa oderwało go od ponurych wspomnień.
Według ostatnich badań Obiekt Badawczy Z wyglądała dobrze. Poczucie wyższości powoli zanikało, chociaż nadal zdarzały się u niej napady agresji.
Carter szybko odwrócił wzrok od przepełnionych smutkiem oczu Flesa.
Być może będą musieli zabić Z i to właśnie tak powinien o niej teraz myśleć. Jak o wrogu. Szybka i zwinna, ale nie silna. Mógłby ją powalić jednym mocniejszym uderzeniem.
Wiedział, że będzie w stanie zabić swojego brata. Obiekt Badawczy Q nie byłby sporym wyzwaniem. Wystarczyłoby kilka celnych uderzeń.
Carter wątpił, czy poczułby żal.
Spróbował wziąć kolejny wdech i dopiero wtedy odkrył jak fala gorąca rozpływa się po jego ciele.
W tak lodowatym pomieszczeniu wszelkie wahania temperatury były niezwykłe. Fles spojrzał na niego znacząco, a wzrok Cartera powędrował ku niebieskim modułom chłodzącym na suficie.
Oczywiście. Elektryczność również stanowiła nieodłączny element ich pracy.
- Może nareszcie to miejsce przestanie być Zamrażarką– rzucił z lekkim uśmiechem na twarzy.
Fles odpowiedział mu z bardziej ponurą miną.
- Jest tylko jedna rzecz, która przyśpiesza przebudzenie Obiektów. To gorąco. Biorąc pod uwagę to, że jesteśmy kilka dobrych kilometrów pod ziemią… - urwał wpatrując się w uśpioną twarz Zaski z pustym wzrokiem.
 Nie musiał kończyć.
- Usmażymy się tu jak w cholernym piekle – oczywiste stwierdzenie Cartera zaburzyło powierzchowny spokój ciszy.
Mężczyzna dobrze już wiedział, że nie zostało im wiele czasu.
Godzina, może dwie.
W ciągu ostatniej godziny temperatura wzrosła o 20 stopni. Fles nie dając większych oznak życia, wpatrywał się w twarz Obiektu Badawczego Z nieruchomym wzrokiem.
Biała woda wypływała z pojemnika, tworząc wokół małą kałużę. Fles nie zwrócił większej uwagi na moment w którym jego stopy zmoczył jaskrawy płyn. Jego koszulka dawno przesiąkła potem. Wraz z wdechem do jego płuc napłynęła kolejna fala upalnego powietrza
 Carter wyglądał jak powoli usychająca roślina. Przekrwionymi oczami uważnie obserwował narastającą kałużę białego płynu i z każdą chwilą coraz bardziej opustoszały pojemnik.
Łatwo było się domyślić, kto obudzi się następny. Znieruchomiała mina Flesa nie świadczyła o jego chęci pomocy w powstrzymaniu Zaski.
Obiektu Badawczego Z, szybko poprawił się w myślach.
Oddech nieprzytomnej Yasmin unosił się wśród ciszy.
Carter po raz kolejny wyciągnął dłoń, aby dokładnie wyczuć mocny i miarowy puls. Poczuł jak strumienie potu spływają po jego skórze.
Słaba pięść Zaski załomotała o ścianę pojemnika. Jej powieki lekko rozwarły się, aby ukazać zamroczone lekami spojrzenie.
Pięść z głośnym łomotem uderzyła o szybę, a Carter oszołomiony patrzył jak na cienkiej warstwie szkła powstaje długa rysa.
Fles w nagłym, gwałtownym ruchu uderzył w dokładnie to samo miejsce, pogłębiając szkodę. Carter błyskawicznie znalazł się przy nim, ignorując oblepiającą jego buty białą maź. Wyćwiczonymi w wojsku dłońmi, odciągnął go do tyłu. Automatycznie jego język przytoczył kilka donośnych przekleństw.
Fles absolutnie musiał być skończonym idiotą.
Z nie potrzebowała wiele sił, aby usunąć popękane szkło. Jej oczy otworzyły się szerzej smagając Cartera przenikliwym spojrzeniem.
Przez sekundę stali tak nieruchomo. Zamarły z wrażenia Fles, Carter z wyczekującym wyrazem twarzy i ona kompletnie niewzruszona. Jej dłoń wyciągnęła się, jakby w przygotowaniu na cios. Carter napiął mięśnie. Ona jedynie przycisnęła dłoń do piersi i zwiesiła pewne spojrzenie.
Fles wyglądał jakby czuł przymus, aby rzucić wszystko i jej pomóc. Szarpnął się w nagłym przypływie siły, ale Carter jedynie przytrzymał go mocniej.
Kobieta podniosła wzrok, pełen całkowitego zdziwienia.
- Umarłam? – do uszu Cartera dotarł pełen niedowierzania głos.
Jej lewa dłoń wysunęła się do tyłu podtrzymując się resztek szklanej powłoki.
- Czy umarłam? – powtórzyła głośniej, widząc ich znieruchomiałe miny.
Cichy, szyderczy śmiech rozniósł się po sali. Wzrok Cartera natychmiast powędrował do całkowicie przytomnej Yasmin, która niezgrabnie próbowała powstać na nogi, podtrzymując się ściany.
  - Wręcz przeciwnie, skarbie. Ty właśnie zaczęłaś żyć – w jej głosie słychać było pełne rozgoryczenie.
Widząc niewinną, zszokowaną minę Zaski,  Carter natychmiast zwolnił uścisk. Fles błyskawicznie pobiegł w jej stronę.
Na jego pełne troski spojrzenie odpowiedziała szybko i celnie wymierzonym ciosem w szczękę. Fles zachwiał się tracąc równowagę i natychmiast cofnął się o kilka kroków. Starł rękawem krew kapiącą ze złamanego nosa.
- Nie zbliżajcie się – przerażenie dziewczyny było wręcz namacalne w pełnym histerii głosie.
  Jej wzrok pędził od twarzy do twarz, zatrzymując się przy nieprzytomnym Fersenie.
Natychmiast pobiegła w jego stronę.
Znieruchomiały Carter wpatrywał się z jaką desperacją próbowała przebudzić znieruchomiałe ciało. Jej drżące dłonie szukały pulsu, a w ustach rozbrzmiewało powtarzane z rozpaczą imię.
- Y.
Ta jedna litera w jej ustach cichła za każdym razem o jeden ton. Pełen desperacji krzyk powoli zmieniał się w przepełniony niedowierzaniem szept. Usta szukały odpowiedzi mężczyny w pocałunku.
 Spojrzenie Cartera zahaczyło o obarczoną cieniem twarz Flesa. Wyglądał jakby umierał z wewnętrznego bólu, który odbijał się w jego oczach.
W końcu pełen histerii wzrok Zaski Vane odwrócił się w ich naszą stronę.
- Co mu zrobiliście? – jej głos balansował na krawędzi pomiędzy gniewnym krzykiem, a rozpaczliwym płaczem.
Widząc jej zdecydowane spojrzenie, Carter wiedział już, że nie było dobrze.

Ich sytuacja z bardzo złej przeszła na piekielnie złą, w ciągu zaledwie godziny. 

Zaczarowani