Anomalia Y i Yasmin byli nieprzytomni
od dwunastu minut. Fles próbował otrząsnąć się z szoku. Carter wiedział, że
usunął połączenia Anomalii ze Sferą, co oznacza, że za jakiś czas zaczną się
wybudzać.
W normalnej sytuacji byliby
przygotowani. Urządzenia wskazałyby im dokładną datę i godzinę, a ostateczności
dioda odpowiedzialna za życie każdego z nich zapaliłaby się odpowiednio
wcześniej.
Biorąc pod uwagę to, że byli
całkowicie odcięci od prądu, Carter mógł spokojnie powiedzieć, że to nie była
normalna sytuacja.
Jedynym ostrzeżeniem
pozostawały same Anomalie.
Szybko podszedł do swojego
brata i wbił uważne spojrzenie w jego uśpioną twarz. Twarz anioła, którym
zdecydowanie nie był.
Demis Zu miał to do siebie, że
zdarzało mu się być diabłem.
Mówili o nim „geniusz”, gdy z
pieniędzy Cartera założył firmę
Samowystarczalny,
odpowiedzialny – przynajmniej zanim nie wdał się w narkotyki
Jedno pozostało niezmienne. Był
genialny. Nawet pod wpływem litrów alkoholu i wszystkich możliwych umilaczy
zadziwiał każdego swoim geniuszem.
Carter stał się dla niego tylko
jednym z bandy idiotów, a jemu to pasowało – przynajmniej do czasu incydentu z
Iro.
Ciche stęknięcie Flesa oderwało
go od ponurych wspomnień.
Według ostatnich badań Obiekt
Badawczy Z wyglądała dobrze. Poczucie wyższości powoli zanikało, chociaż nadal
zdarzały się u niej napady agresji.
Carter szybko odwrócił wzrok od
przepełnionych smutkiem oczu Flesa.
Być może będą musieli zabić Z i
to właśnie tak powinien o niej teraz myśleć. Jak o wrogu. Szybka i zwinna, ale
nie silna. Mógłby ją powalić jednym mocniejszym uderzeniem.
Wiedział, że będzie w stanie
zabić swojego brata. Obiekt Badawczy Q nie byłby sporym wyzwaniem.
Wystarczyłoby kilka celnych uderzeń.
Carter wątpił, czy poczułby
żal.
Spróbował wziąć kolejny wdech i
dopiero wtedy odkrył jak fala gorąca rozpływa się po jego ciele.
W tak lodowatym pomieszczeniu
wszelkie wahania temperatury były niezwykłe. Fles spojrzał na niego znacząco, a
wzrok Cartera powędrował ku niebieskim modułom chłodzącym na suficie.
Oczywiście. Elektryczność
również stanowiła nieodłączny element ich pracy.
- Może nareszcie to miejsce
przestanie być Zamrażarką– rzucił z lekkim uśmiechem na twarzy.
Fles odpowiedział mu z bardziej
ponurą miną.
- Jest tylko jedna rzecz, która
przyśpiesza przebudzenie Obiektów. To gorąco. Biorąc pod uwagę to, że jesteśmy kilka
dobrych kilometrów pod ziemią… - urwał wpatrując się w uśpioną twarz Zaski z
pustym wzrokiem.
Nie musiał kończyć.
- Usmażymy się tu jak w
cholernym piekle – oczywiste stwierdzenie Cartera zaburzyło powierzchowny
spokój ciszy.
Mężczyzna dobrze już wiedział,
że nie zostało im wiele czasu.
Godzina, może dwie.
W ciągu ostatniej godziny
temperatura wzrosła o 20 stopni. Fles nie dając większych oznak życia,
wpatrywał się w twarz Obiektu Badawczego Z nieruchomym wzrokiem.
Biała woda wypływała z
pojemnika, tworząc wokół małą kałużę. Fles nie zwrócił większej uwagi na moment
w którym jego stopy zmoczył jaskrawy płyn. Jego koszulka dawno przesiąkła
potem. Wraz z wdechem do jego płuc napłynęła kolejna fala upalnego powietrza
Carter wyglądał jak powoli usychająca roślina.
Przekrwionymi oczami uważnie obserwował narastającą kałużę białego płynu i z
każdą chwilą coraz bardziej opustoszały pojemnik.
Łatwo było się domyślić, kto
obudzi się następny. Znieruchomiała mina Flesa nie świadczyła o jego chęci
pomocy w powstrzymaniu Zaski.
Obiektu Badawczego Z, szybko
poprawił się w myślach.
Oddech nieprzytomnej Yasmin
unosił się wśród ciszy.
Carter po raz kolejny wyciągnął
dłoń, aby dokładnie wyczuć mocny i miarowy puls. Poczuł jak strumienie potu
spływają po jego skórze.
Słaba pięść Zaski załomotała o
ścianę pojemnika. Jej powieki lekko rozwarły się, aby ukazać zamroczone lekami
spojrzenie.
Pięść z głośnym łomotem
uderzyła o szybę, a Carter oszołomiony patrzył jak na cienkiej warstwie szkła
powstaje długa rysa.
Fles w nagłym, gwałtownym ruchu
uderzył w dokładnie to samo miejsce, pogłębiając szkodę. Carter błyskawicznie
znalazł się przy nim, ignorując oblepiającą jego buty białą maź. Wyćwiczonymi w
wojsku dłońmi, odciągnął go do tyłu. Automatycznie jego język przytoczył kilka
donośnych przekleństw.
Fles absolutnie musiał być
skończonym idiotą.
Z nie potrzebowała wiele sił,
aby usunąć popękane szkło. Jej oczy otworzyły się szerzej smagając Cartera
przenikliwym spojrzeniem.
Przez sekundę stali tak
nieruchomo. Zamarły z wrażenia Fles, Carter z wyczekującym wyrazem twarzy i ona
kompletnie niewzruszona. Jej dłoń wyciągnęła się, jakby w przygotowaniu na
cios. Carter napiął mięśnie. Ona jedynie przycisnęła dłoń do piersi i zwiesiła
pewne spojrzenie.
Fles wyglądał jakby czuł
przymus, aby rzucić wszystko i jej pomóc. Szarpnął się w nagłym przypływie
siły, ale Carter jedynie przytrzymał go mocniej.
Kobieta
podniosła wzrok, pełen całkowitego zdziwienia.
-
Umarłam? – do uszu Cartera dotarł pełen niedowierzania głos.
Jej lewa dłoń wysunęła się do
tyłu podtrzymując się resztek szklanej powłoki.
- Czy umarłam? – powtórzyła
głośniej, widząc ich znieruchomiałe miny.
Cichy, szyderczy śmiech
rozniósł się po sali. Wzrok Cartera natychmiast powędrował do całkowicie
przytomnej Yasmin, która niezgrabnie próbowała powstać na nogi, podtrzymując
się ściany.
- Wręcz przeciwnie, skarbie. Ty właśnie zaczęłaś żyć – w jej głosie
słychać było pełne rozgoryczenie.
Widząc niewinną, zszokowaną
minę Zaski, Carter natychmiast zwolnił uścisk.
Fles błyskawicznie pobiegł w jej stronę.
Na jego pełne troski spojrzenie
odpowiedziała szybko i celnie wymierzonym ciosem w szczękę. Fles zachwiał się
tracąc równowagę i natychmiast cofnął się o kilka kroków. Starł rękawem krew
kapiącą ze złamanego nosa.
- Nie zbliżajcie się –
przerażenie dziewczyny było wręcz namacalne w pełnym histerii głosie.
Jej wzrok pędził od twarzy do twarz, zatrzymując się przy
nieprzytomnym Fersenie.
Natychmiast pobiegła w jego
stronę.
Znieruchomiały Carter wpatrywał
się z jaką desperacją próbowała przebudzić znieruchomiałe ciało. Jej drżące
dłonie szukały pulsu, a w ustach rozbrzmiewało powtarzane z rozpaczą imię.
- Y.
Ta jedna litera w jej ustach
cichła za każdym razem o jeden ton. Pełen desperacji krzyk powoli zmieniał się
w przepełniony niedowierzaniem szept. Usta szukały odpowiedzi mężczyny w
pocałunku.
Spojrzenie Cartera zahaczyło o obarczoną
cieniem twarz Flesa. Wyglądał jakby umierał z wewnętrznego bólu, który odbijał
się w jego oczach.
W końcu pełen histerii wzrok
Zaski Vane odwrócił się w ich naszą stronę.
- Co mu zrobiliście? – jej głos
balansował na krawędzi pomiędzy gniewnym krzykiem, a rozpaczliwym płaczem.
Widząc jej zdecydowane
spojrzenie, Carter wiedział już, że nie było dobrze.
Ich sytuacja z bardzo złej
przeszła na piekielnie złą, w ciągu zaledwie godziny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz