1 - BŁĘDY

Tym razem włączyła muzykę o wiele za głośno.  Rytm hipnotyzujących dźwięków podporządkował jej puls i rozbrzmiewał w kościach, gdy włączała komputer. Gdy dołączył do niej Fles, przez moment wyglądał jakby chciał głośno zaprotestować, ale zamiast tego założył zatyczki do uszu i z grymasem na twarzy zajął miejsce jak najdalej od głośników. Carter wbiegł do sali sekundę przed zamknięciem drzwi. Włączył komputer chwilę po rozpoczęciu co wiązało się z długą reprymendą automatu. Sfrustrowany rzucił rysik prosto w mikrofon, ale minął się z  celem o kilka cali i stalowy ołówek przebił obiektyw kamery nadzorującej. Czerwona kontrolka świadcząca o tym, że ktoś ich obserwuje zniknęła natychmiast.
Na moment w pokoju zapadła cisza.
Fles natychmiast pochylił się, aby sięgnąć po wystającą, czerwoną dźwignię.
Yasmin całkowicie odruchowo trzepnęła go w ramię.
- Co ty robisz?!- z jej ust wydobył się spanikowany i równocześnie tak niepodobny do niej samej głos – Zabiją nas za to.
Fles rzucił jej mordercze spojrzenie. Dziewczyna na moment wstrzymała oddech widząc na jego twarzy wyraz całkowitej furii, tak kontrastujący z na co dzień opanowanym i cichym Flesem.
- Nie widziałem swojej żony od roku – oznajmił szorstko, dając nacisk na ostatnie słowo. W jednym momencie jego twarz zasłonił cień, niczym kurtyna odcinająca go od reszty świata.
Zdecydowanym ruchem pociągnął dźwignię.
W pokoju rozległ się cichy pisk bezpieczników, gdy stalowa zasłona, stanowiąca boczną ścianę, podniosła się do góry ukazując przejście do Strefy.
Po ruchach i twarzy Flesa można było dostrzec wyraźne, że był zdeterminowany, aby natychmiast pobiec pędem. Carter zdołał przytrzymać go jedynie na sekundę i zmusić, aby założył maskę bezpieczeństwa i ochronną narzutę zanim mężczyzna wbiegł do środka.
Yasmin zamarła na moment, czując jak członki odmawiają jej posłuszeństwa, gdy zobaczyła falę zapału na twarzy Flesa. Właściwie to nie było dostatecznie odpowiednie porównanie. Jej ciało w jednej sekundzie zostało zamrożone na kość, podczas gdy jej wnętrzności wyjadała fala kwasu.
Fles mówił, że zapomniał. Powinna była dostrzec w jego oczach kłamstwo. Powinna była zauważyć. Przecież wiedziała, jak tamta wiele dla niego zrobiła! Kim Yasmin była przy niej? Jedynie zabawką.
Carter stojąc w drzwiach zerknął za ramię.
- Chodź, przecież chcesz zobaczyć brata, prawda? – spytał cichym, ale donośnym głosem z poważną miną.
Dziewczyna prychnęła głośno.  
- Nienawidzę mojego brata – oznajmiła dobitnie, krzyżując dłonie na piersi. Nie miała najmniejszego zamiaru patrzeć na Flesa obdarzającego swoim rozmarzonym spojrzeniem tamtą ślicznotkę.
Carter powoli pokiwał głową i już miał wejść, gdy jakby od niechcenia rzucił kolejny argument.
- Pomyśl ile kasy dostaniesz za artykuł z opisem Sterfy Wewnętrznej.
Yasmin gwałtownie poderwała się na nogi. To był argument i to nie byle jaki. Pomyślała o sumce, którą wydawnictwo zaproponowało jej za książkę o „Projekcie X”, a co byłoby gdyby opisałaby w nim szczegółową Strefę, do której mieli dostęp tylko ci najważniejsi z ważnych? Sumka niezwłocznie wzrosłaby wiele, wiele razy.
Przecież Fles nie może być wszędzie, prawda?

Jej brat został uśpiony w szklanej tubie po brzegi wypełnioną białym płynem. Dobrze zapamiętała ten odstający nos i wysokie czoło zazwyczaj przykryte burzą myszowatych włosów, które unosząc się w pozbawionej grawitacji przestrzeni wyglądały dość śmiesznie. On cały wyglądał jak przerośnięta pokraka całkowicie pokryty kablami, różnymi foliami i z maską tlenową na całej twarzy.
Patrząc na nią nie czuła nic prócz nienawiści. Nie zapomniała i zważając na jej fotograficzną pamięć raczej nie była w stanie zapomnieć tych wszystkich rzeczy, które jej zrobił.
Tego, jak uwielbiał ją uderzać, gdy rodzice nie patrzyli.
Tego, że zmusił ją do pocałunku zanim poszedł na pierwszą randkę, a gdy wymiotowała i nie spała całą noc, to uciekł z domu na dwa dni.
Tego, jak rozpuścił w szkolę plotkę, że jest wariatką.
Tego, że wykupił pierwszą firmę, w której dostała pracę, tylko po to, aby móc wydawać jej polecenia.
Tego, jak wszystko uchodziło mu na sucho i zawsze odnosił światowe sukcesy.
A w końcu tego, że wykryto u niego śmiertelną chorobę, tłumaczącą wrodzone okrucieństwo.
Nienawidziła absolutnie jego każdego cala i to było jedyne uczucie jakim mogła go obdarzyć, nawet wtedy, gdy  ukazując wreszcie odrobinę przydatności uwodził żonę Flesa z dość sporym powodzeniem.
Chociaż co z tego skoro tamten był na tyle głupi, aby wybaczyć jej zdradę? Aby porzucić Yasmin, gdy ta czekała na niego chętna i gotowa, by porzucić dla niego wszystko.
Gdy wzrok dziewczyny niechcący zahaczył o Flesa w całkowitym bezruchu, wpatrującego się w uśpioną twarz międzynarodowej modelki, Yasmin starała się myśleć tylko o jednym.
O tej niesamowicie wysokiej górze forsy.
Wtedy do jej uszu dobiegł przenikliwy, niski dźwięk.
Jedna z tysiąca diod, po bokach zbiornika z jej bratem w środku zalśniła w półmroku.
- Carter! – na wpół zduszony, przerażony krzyk utknął jej w gardle.
To na pewno nic takiego.
Dłonie jej zadrżały, gdy brała kolejny wdech.
Nie było żadnych szans na to, żeby jej brat się teraz obudził. Waniria obiecała jej co najmniej rok wolności.
Kolejny identyczny dźwięk rozległ się wokół.
Yasmin dotknęła dłonią serca, aby uspokoić jego rozbiegany rytm. Wbiła uważne spojrzenie w uśpioną twarz brata.
Brata, który właśnie otworzył oczy.
Z gardła dziewczyny wydobył się donośny wrzask. Skamieniała zamarła w miejscu, a jej spojrzenie utknęło w twarzy chłopaka. Widziała jak jego nieuchronna pięść leci w kierunku szyby. Kiedy kawałki szkła roztrysnęły się wokół, jej oddech zamarł. Fala białej wody wydostała się na powietrze ukrywając jego dłoń, która chwilę później zacisnęła się na jej gardle.
Desperacko próbowała złapać oddech, gdy jego dłoń zwiększała nacisk. Mocnym ruchem zbył jej wszystkie rozpaczliwe szarpnięcia i wbił w jej oczy swoje wariackie spojrzenie.
Potem już nawet jego złote tęczówki ustąpiły mroku.
 
Carter widział jak Yasmin osuwa się na ziemię. Obiekt Badawczy Y wcześniej znany jako Fersen Torhas strząsnął jej  ciało niedbałym ruchem, a w jego oczach nie zalśnił nawet przebłysk smutku. Drżące dłonie Cartera wymacały w ciemnościach największy guzik o krwistoczerwonej barwie.
Zdecydowanym ruchem włączył alarm.
Przenikliwy dźwięk natychmiast powalił Fersena na ziemię, a jego dłonie z całą siłą zacisnęły się na uszach.
Carter podziękował w duchu, że zdecydował się nałożyć parę białych słuchawek, które teraz broniły jego bębenki przed całkowitym zużyciem.
Dopiero wtedy przypomniał sobie o Flesie. Widząc jak ciało chorego traci na sile i powoli bezwładnie opada, podbiegł do nieprzytomnej Yasmin, a jego palce w wyćwiczonym ruchu odszukały puls.
  Był tam, dość słaby, ale wciąż wyczuwalny. Zbyt mało wyczuwalny, aby nic się jej nie stało, ale równocześnie dość sporo, aby Carter miał pewność, że zdołają jej pomóc.
Ze sporymi oporami oderwał się od jej ciała i ruszył w kierunku Flesa.

Gdy go znalazł wyglądał na oszalałego z bólu. Pozbawiony pomocy, zaciśniętych na uszach dłoni próbował otworzyć przejście, ale drzwi pozostawały nieruchome.
Carter szybko odciągnął go na bok i nacisnął klamkę.
Drzwi ani drgnęły.
Z jego ust musiał wydobyć się ryk wściekłości całkowicie zagłuszony przez piskliwy hałas i ochronną warstwę słuchawek.
Myśli Cartera pędziły. Problem polegał na tym, że kompletnie nie mógł ich słyszeć.
W pierwszym odruchu głos młodszego braciszka zagrzmiał mu w myślach.
„Rusz czaszką, Cart. Od czegoś ją masz” tak zwykł mu mawiać i jak zwykle miał racje. Carter wiedział do czego doprowadzi zbyt długa podatność na soniczne dźwięki dla nieosłoniętych i musiał temu zapobiec za wszelką cenę. Całkowicie bezmyślnie zrobił to co pierwsze przyszło mu do głowy.
Zdecydowanym ruchem pięści wbił ją w moduł sterujący.
Poczuł jak części maszyny przebijają mu skórę i drażnią nerwy wywołując falę otępiającego bólu. Usłyszał jak dźwięk powoli ucichł, podczas gdy moduł sterujący powoli odłączał swoje zasilanie.
W jednej chwili wszystko zgasło. Setki diod straciły swoją barwę, a kabiny z Anomaliami przestały emanować nieokiełznanym światłem.
Fles pod wpływem ciszy odzyskał resztkę siły i rzucił się na drzwi. Mosiężna blokada, ani drgnęła pod jego nędznym ciężarem.
Carter usunął jedyny sposób jaki mógł ich wypuścić.
Zdecydowana dłoń Flesa powędrowała do jego słuchawek w gwałtownym ruchu zrywając mu je z twarzy.
- Ty idioto! – wrzasnął na całe swoje zużyte gardło – Uwięziłeś nas tu z psychopatami!
W jego przepełnionych histerią oczach panowała czyste szaleństwo.
Carter dopiero wpatrując się w jego wariackie spojrzenie zrozumiał swój błąd.

Nieuleczone Anomalie miały się za moment przebudzić – owładnięte gniewem i chęcią niszczenia. Ich najbliżsi gorsi niż kiedykolwiek wcześniej. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zaczarowani