Tym razem włączyła muzykę o
wiele za głośno. Rytm hipnotyzujących
dźwięków podporządkował jej puls i rozbrzmiewał w kościach, gdy włączała
komputer. Gdy dołączył do niej Fles, przez moment wyglądał jakby chciał głośno
zaprotestować, ale zamiast tego założył zatyczki do uszu i z grymasem na twarzy
zajął miejsce jak najdalej od głośników. Carter wbiegł do sali sekundę przed
zamknięciem drzwi. Włączył komputer chwilę po rozpoczęciu co wiązało się z
długą reprymendą automatu. Sfrustrowany rzucił rysik prosto w mikrofon, ale
minął się z celem o kilka cali i stalowy
ołówek przebił obiektyw kamery nadzorującej. Czerwona kontrolka świadcząca o tym,
że ktoś ich obserwuje zniknęła natychmiast.
Na moment w pokoju zapadła
cisza.
Fles natychmiast pochylił się,
aby sięgnąć po wystającą, czerwoną dźwignię.
Yasmin całkowicie odruchowo
trzepnęła go w ramię.
- Co ty robisz?!- z jej ust
wydobył się spanikowany i równocześnie tak niepodobny do niej samej głos – Zabiją
nas za to.
Fles rzucił jej mordercze
spojrzenie. Dziewczyna na moment wstrzymała oddech widząc na jego twarzy wyraz całkowitej
furii, tak kontrastujący z na co dzień opanowanym i cichym Flesem.
- Nie widziałem swojej żony od
roku – oznajmił szorstko, dając nacisk na ostatnie słowo. W jednym momencie
jego twarz zasłonił cień, niczym kurtyna odcinająca go od reszty świata.
Zdecydowanym ruchem pociągnął
dźwignię.
W pokoju rozległ się cichy pisk
bezpieczników, gdy stalowa zasłona, stanowiąca boczną ścianę, podniosła się do
góry ukazując przejście do Strefy.
Po ruchach i twarzy Flesa można
było dostrzec wyraźne, że był zdeterminowany, aby natychmiast pobiec pędem.
Carter zdołał przytrzymać go jedynie na sekundę i zmusić, aby założył maskę
bezpieczeństwa i ochronną narzutę zanim mężczyzna wbiegł do środka.
Yasmin zamarła na moment,
czując jak członki odmawiają jej posłuszeństwa, gdy zobaczyła falę zapału na
twarzy Flesa. Właściwie to nie było dostatecznie odpowiednie porównanie. Jej
ciało w jednej sekundzie zostało zamrożone na kość, podczas gdy jej wnętrzności
wyjadała fala kwasu.
Fles mówił, że zapomniał.
Powinna była dostrzec w jego oczach kłamstwo. Powinna była zauważyć. Przecież
wiedziała, jak tamta wiele dla niego zrobiła! Kim Yasmin była przy niej?
Jedynie zabawką.
Carter stojąc w drzwiach
zerknął za ramię.
- Chodź, przecież chcesz
zobaczyć brata, prawda? – spytał cichym, ale donośnym głosem z poważną miną.
Dziewczyna prychnęła głośno.
- Nienawidzę mojego brata –
oznajmiła dobitnie, krzyżując dłonie na piersi. Nie miała najmniejszego zamiaru
patrzeć na Flesa obdarzającego swoim rozmarzonym spojrzeniem tamtą ślicznotkę.
Carter powoli pokiwał głową i
już miał wejść, gdy jakby od niechcenia rzucił kolejny argument.
- Pomyśl ile kasy dostaniesz za
artykuł z opisem Sterfy Wewnętrznej.
Yasmin gwałtownie poderwała się
na nogi. To był argument i to nie byle jaki. Pomyślała o sumce, którą
wydawnictwo zaproponowało jej za książkę o „Projekcie X”, a co byłoby gdyby
opisałaby w nim szczegółową Strefę, do której mieli dostęp tylko ci najważniejsi
z ważnych? Sumka niezwłocznie wzrosłaby wiele, wiele razy.
Przecież Fles nie może być
wszędzie, prawda?
Jej brat został uśpiony w szklanej
tubie po brzegi wypełnioną białym płynem. Dobrze zapamiętała ten odstający nos
i wysokie czoło zazwyczaj przykryte burzą myszowatych włosów, które unosząc się
w pozbawionej grawitacji przestrzeni wyglądały dość śmiesznie. On cały wyglądał
jak przerośnięta pokraka całkowicie pokryty kablami, różnymi foliami i z maską
tlenową na całej twarzy.
Patrząc na nią nie czuła nic
prócz nienawiści. Nie zapomniała i zważając na jej fotograficzną pamięć raczej
nie była w stanie zapomnieć tych wszystkich rzeczy, które jej zrobił.
Tego, jak uwielbiał ją uderzać,
gdy rodzice nie patrzyli.
Tego, że zmusił ją do pocałunku
zanim poszedł na pierwszą randkę, a gdy wymiotowała i nie spała całą noc, to
uciekł z domu na dwa dni.
Tego, jak rozpuścił w szkolę
plotkę, że jest wariatką.
Tego, że wykupił pierwszą
firmę, w której dostała pracę, tylko po to, aby móc wydawać jej polecenia.
Tego, jak wszystko uchodziło mu
na sucho i zawsze odnosił światowe sukcesy.
A w końcu tego, że wykryto u
niego śmiertelną chorobę, tłumaczącą wrodzone okrucieństwo.
Nienawidziła absolutnie jego
każdego cala i to było jedyne uczucie jakim mogła go obdarzyć, nawet wtedy,
gdy ukazując wreszcie odrobinę
przydatności uwodził żonę Flesa z dość sporym powodzeniem.
Chociaż co z tego skoro tamten
był na tyle głupi, aby wybaczyć jej zdradę? Aby porzucić Yasmin, gdy ta czekała
na niego chętna i gotowa, by porzucić dla niego wszystko.
Gdy wzrok dziewczyny niechcący
zahaczył o Flesa w całkowitym bezruchu, wpatrującego się w uśpioną twarz
międzynarodowej modelki, Yasmin starała się myśleć tylko o jednym.
O tej niesamowicie wysokiej
górze forsy.
Wtedy do jej uszu dobiegł
przenikliwy, niski dźwięk.
Jedna z tysiąca diod, po bokach
zbiornika z jej bratem w środku zalśniła w półmroku.
- Carter! – na wpół zduszony,
przerażony krzyk utknął jej w gardle.
To na pewno nic takiego.
Dłonie jej zadrżały, gdy brała
kolejny wdech.
Nie było żadnych szans na to,
żeby jej brat się teraz obudził. Waniria obiecała jej co najmniej rok wolności.
Kolejny identyczny dźwięk
rozległ się wokół.
Yasmin dotknęła dłonią serca,
aby uspokoić jego rozbiegany rytm. Wbiła uważne spojrzenie w uśpioną twarz
brata.
Brata, który właśnie otworzył
oczy.
Z gardła dziewczyny wydobył się
donośny wrzask. Skamieniała zamarła w miejscu, a jej spojrzenie utknęło w
twarzy chłopaka. Widziała jak jego nieuchronna pięść leci w kierunku szyby.
Kiedy kawałki szkła roztrysnęły się wokół, jej oddech zamarł. Fala białej wody
wydostała się na powietrze ukrywając jego dłoń, która chwilę później zacisnęła
się na jej gardle.
Desperacko próbowała złapać
oddech, gdy jego dłoń zwiększała nacisk. Mocnym ruchem zbył jej wszystkie
rozpaczliwe szarpnięcia i wbił w jej oczy swoje wariackie spojrzenie.
Potem już nawet jego złote
tęczówki ustąpiły mroku.
Carter widział jak Yasmin osuwa
się na ziemię. Obiekt Badawczy Y wcześniej znany jako Fersen Torhas strząsnął
jej ciało niedbałym ruchem, a w jego
oczach nie zalśnił nawet przebłysk smutku. Drżące dłonie Cartera wymacały w
ciemnościach największy guzik o krwistoczerwonej barwie.
Zdecydowanym ruchem włączył
alarm.
Przenikliwy dźwięk natychmiast
powalił Fersena na ziemię, a jego dłonie z całą siłą zacisnęły się na uszach.
Carter podziękował w duchu, że
zdecydował się nałożyć parę białych słuchawek, które teraz broniły jego bębenki
przed całkowitym zużyciem.
Dopiero wtedy przypomniał sobie
o Flesie. Widząc jak ciało chorego traci na sile i powoli bezwładnie opada,
podbiegł do nieprzytomnej Yasmin, a jego palce w wyćwiczonym ruchu odszukały
puls.
Był tam, dość słaby, ale wciąż wyczuwalny. Zbyt mało wyczuwalny,
aby nic się jej nie stało, ale równocześnie dość sporo, aby Carter miał
pewność, że zdołają jej pomóc.
Ze sporymi oporami oderwał się
od jej ciała i ruszył w kierunku Flesa.
Gdy go znalazł wyglądał na
oszalałego z bólu. Pozbawiony pomocy, zaciśniętych na uszach dłoni próbował
otworzyć przejście, ale drzwi pozostawały nieruchome.
Carter szybko odciągnął go na
bok i nacisnął klamkę.
Drzwi ani drgnęły.
Z jego ust musiał wydobyć się
ryk wściekłości całkowicie zagłuszony przez piskliwy hałas i ochronną warstwę
słuchawek.
Myśli Cartera pędziły. Problem
polegał na tym, że kompletnie nie mógł ich słyszeć.
W pierwszym odruchu głos
młodszego braciszka zagrzmiał mu w myślach.
„Rusz czaszką, Cart. Od czegoś
ją masz” tak zwykł mu mawiać i jak zwykle miał racje. Carter wiedział do czego
doprowadzi zbyt długa podatność na soniczne dźwięki dla nieosłoniętych i musiał
temu zapobiec za wszelką cenę. Całkowicie bezmyślnie zrobił to co pierwsze
przyszło mu do głowy.
Zdecydowanym ruchem pięści wbił
ją w moduł sterujący.
Poczuł jak części maszyny
przebijają mu skórę i drażnią nerwy wywołując falę otępiającego bólu. Usłyszał
jak dźwięk powoli ucichł, podczas gdy moduł sterujący powoli odłączał swoje
zasilanie.
W jednej chwili wszystko
zgasło. Setki diod straciły swoją barwę, a kabiny z Anomaliami przestały
emanować nieokiełznanym światłem.
Fles pod wpływem ciszy odzyskał
resztkę siły i rzucił się na drzwi. Mosiężna blokada, ani drgnęła pod jego
nędznym ciężarem.
Carter usunął jedyny sposób
jaki mógł ich wypuścić.
Zdecydowana dłoń Flesa
powędrowała do jego słuchawek w gwałtownym ruchu zrywając mu je z twarzy.
- Ty idioto! – wrzasnął na całe
swoje zużyte gardło – Uwięziłeś nas tu z psychopatami!
W jego przepełnionych histerią
oczach panowała czyste szaleństwo.
Carter dopiero wpatrując się w
jego wariackie spojrzenie zrozumiał swój błąd.
Nieuleczone Anomalie miały się
za moment przebudzić – owładnięte gniewem i chęcią niszczenia. Ich najbliżsi
gorsi niż kiedykolwiek wcześniej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz